Strona główna
 
 
 
  • Strona główna
  • Wiadomości
  • Artykuły
  • Unia Europejska
  • Forum dyskusyjne
  • Kalendarz
  • Transport
  • Wieści z Ratusza
  • Galerie
  • Sport
  • Turystyka
  • Edukacja
  • Historia
  • Kultura
  • Organizacje
  • Teleadresy
  • Rolnictwo
  • Zabytki miasta
  • Prenumerata
  • FAQ / Częste Pytania
  • Napisz do nas
  • Katalog Stron / Linki
  • Katalog Firm
  • Ogłoszenia
  • Użytkownicy
  • Czas wolny
  • Poczta
  • Biuletyn Brwinów.com
  •  
  • GOK: Florianki 2010
  • GOK: Bo to tanga trzeba...
  • Miasto Brwinów: 60 lat ...
  • Informacja
  • Zaproszenie do Zagrody...
  •  
  • Z głębi minionego cz...
  • Z głębi minionego cz...
  • Samoloty Luftwaffe n...
  • Z głębi minionego cz...
  • Z głębi minionego cz...
  • Logowanie
     
      Nazwa użytkownika:
      
      Hasło:
      
      
    Zapomniałeś hasła?
    Nie jesteś zarejestrowany?
     
    Goście:66
    Użytkownicy: 0
     
     
     
    Dodaj do ulubionych
    Startuj z nami
     
     
    Żydzi z Brwinowa - kronika przerwanego życia cz. II Drukuj Wyślij e-mail
    Opublikowany przez: Grzegorz Przybysz

    Wojna
     
    1 września 1939 roku armia hitlerowska uderzyła na Polskę. Dwa dni później Wielka Brytania i Francja, wypełniając sojusznicze deklaracje wobec Polski, wypowiedziały wojnę Trzeciej Rzeszy i rozpoczęła się II wojna światowa. Wybuch wojny Brwinowiacy przyjęli z lękiem i troską o swoje życie i swoją ojczyznę, a Żydzi ze szczególnym strachem i grozą, bo niewątpliwie wiedzieli, że to głównie oni staną się ofiarami przyszłej zagłady. Hitler w przemówieniu wygłoszonym w Raichstagu w styczniu 1939 roku zapowiedział przecież, że przyszła wojna będzie oznaczać „unicestwienie rasy żydowskiej w całej Europie”. O tym we wrześniu było już powszechnie wiadomo, gdyż fragmenty tego przemówienia ukazały się w całej polskiej prasie.

    Niemcy weszli ponownie do Brwinowa dzień po krwawej bitwie, stoczonej z oddziałami żołnierzy z 36 Pułku Piechoty Legii Akademickiej, w dniu 12 września 1939 roku.

    Dzień później do miasteczka wkroczyły oddziały niemieckiej policji porządkowej Schutzpolizei ( zwanej powszechnie Szupo ) i SS-Einsatzkommando. Ta ostatnia formacja hitlerowska traktowała Żydów ze szczególną brutalnością i okrucieństwem, lecz tym razem nie Żydów, lecz Polaków spotkała przerażająca tragedia.

    13 września spędzono na rynek kilkunastu przypadkowych mężczyzn w różnym wieku. Zapakowano ich do samochodu-budy i wywieziono na pobliskie łąki. Tuż za mostem, w pobliżu rzeki Zimnej Wody rozstrzelano ich na miejscu. Po egzekucji nikomu nie pozwalano się zbliżyć do zwłok. Na wieść, że wśród zabitych leży również mój ojciec, matka wpadła w rozpacz i wraz z ciotką pobiegły w tamtym kierunku. Lecz przy ulicy Jagiellońskiej i ulicy Batorego stały niemieckie patrole żandarmerii i nikogo nie przepuszczały. Świadkowie twierdzili później, że zwożenie i zabijanie pojedynczych ludzi trwało jeszcze przez następnych kilka nocy, bo zawsze około czwartej, czy piątej nad ranem, słychać było nad rzeką pojedyncze strzały i krótkie serie karabinów maszynowych.

    W tych samych dniach w Brwinowie zginął tylko jeden Żyd. Był to młody chłopak, który natknął się na patrol Szupo. Młodzieniec zobaczywszy Niemców najpierw zaczął uciekać ulicą Wilsona w kierunku Podkowy Leśnej, a potem skręcił i wpadł na pola Warkusa. Jednak przedtem Niemcy zdołali postrzelić go w nogę. Chłopak ciężko ranny, skrył się w mokrych dołkach Warkusówki, ale tam Niemcy w końcu dopadli go i zastrzelili. Podobny wypadek miał miejsce na polach pobliskiego Grudowa, gdzie również zastrzelono na oczach miejscowej ludności młodego Żyda, który starał się umknąć w kierunku Milanówka.

    11 listopada 1939 roku w całym Generalnym Gubernatorstwie i Dystrykcie Warszawskim zaczął obowiązywać nakaz oznakowania ludności żydowskiej już od 10 roku życia. Każdy Żyd musiał nosić na prawym ręku opaskę z gwiazdą Dawida. Natomiast należące do Żydów brwinowskie sklepy i mieszkania zostały oznakowane napisami „Juden”. Wszystkich Żydów w wieku od 14 do 60 lat zaczęto też zmuszać do ciężkiej pracy fizycznej i systematycznie pozbawiać ich majątku. Zablokowano należące do nich konta bankowe, zakazano im zmiany miejsca zamieszkania, przebywania w niektórych dzielnicach miast i miasteczek, oraz korzystania z komunikacji publicznej. Społeczność żydowska została również zmuszona do płacenia specjalnych opłat i surowych kontrybucji.

    1 grudnia 1940 roku utworzono w Grodzisku Mazowieckim getto, a mienie pożydowskie  przejął powołany przez Niemców Komisaryczny Zarząd Nieruchomości Żydowskich. Na początku grudnia do grodziskiego getta zesłano 1200 Żydów z Brwinowa, Nadarzyna, Podkowy Leśnej i Milanówka. Według danych z lutego 1941 roku, czyli tuż przed likwidacją grodziskiego getta, przebywało w nim około 6000 ludzi. W dniach między 10 i 14 lutego 1941, prawie całą ludność żydowską wywieziono z Grodziska do getta w Warszawie.

    8 grudnia 1940 roku rano, Niemcy kazali starszyźnie żydowskiej obwieścić, by wszyscy Żydzi z Brwinowa i okolic, obowiązkowo i pod karą śmierci zgromadzili się tego dnia na bocznicy kolejowej, obok składów opałowych Oldaka i Karwassera. Oznajmiono im, że zostaną tymczasowo przewiezieni do getta w Grodzisku, a później do obozu pracy gdzieś w Generalnym Gubernatorstwie. Każdy Żyd mógł mieć ze sobą tylko jeden tobołek, lub walizkę. Ale Żydzi przeczuwali, że coś się szykuje złego i nie wszyscy stawili się na punkt zborny. Tego dnia brwinowski rynek był prawie pusty. Przestraszeni mieszkańcy pochowali się i tylko czasami pojawiały się przy zamarzniętej studni, okutane w grube chusty starsze kobiety, usiłujące napompować do wiadra wodę. Zaciekawione zerkały co chwila w kierunku przejazdu, gdzie falował czarny, zbity ludzki tłum. Siarczysty mróz ścinał z nóg spędzonych i zgromadzonych na plancie Żydów. Krzyki bitych ludzi, wrzask i nawoływania hitlerowców, płacz dzieci, lament kobiet i ujadanie policyjnych psów, słychać było na całym rynku. Przejazd kolejowy, torowisko i obie bocznice, obstawione były patrolami Szupo i oddziałem SS.
    Tuż przed południem od strony Pruszkowa nadjechał pociąg. Był to parowóz, który ciągnął  kilka wagonów towarowych przepełnionych ludźmi i kilka pustych. Pociąg w kłębach pary i dymu wtoczył się wolno, po czym zjechał na bocznicę kolejową, gdzie zgromadzono około dwustu brwinowskich Żydów. Kiedy już wtłoczono brutalnie ludzi do wagonów i zaryglowano drzwi, jeden z esesmanów podszedł do drzwi wagonu i napisał kredą : Juden

    Holocaust – skazani na śmierć !   

    Losy brwinowskich Żydów okazały się tragiczne. Przepadli prawie wszyscy, głównie w getcie warszawskim, a potem w obozie zagłady w Treblince. Zginęli: młody Mendel Wilde i jego rodzina, rzeźnik Nutka z żoną Esterą, stary rupieciarz Gierszon Wilde, właściciele sklepów łokciowych - małżeństwa Dancygierów i Horowitzów, liczna rodzina krawca Hamersztajna, nawet małe dzieci, szewc Lulek Szubzak wraz z żoną i dziećmi, zbieracz Waciorek z córką, prawie cała rodzina Wajsblatów, cała rodzina Blumentalów i Grunbaumów i prawie wszyscy Karwasserowie, rodzina Nowomińskich, czteroosobowa rodzina Świczki, Osjasz i jego żona Czesia Wajsblat, oraz ich dwoje małych dzieci, prawdopodobnie także Róża Kapłan i piłkarz Natan Ryba, oraz wielu, wielu innych. Piłkarz Ryba, zamknięty w warszawskim getcie, usiłował z niego uciec. Ten młody i wysportowany mężczyzna, w nocy wraz z kilkoma kolegami przesadził mur i wylądował na patrolu Ukraińców. Ci zastrzelili ich na miejscu. Nie mniej dramatyczny przebieg miała ucieczka dwóch córek Świczki z getta w Warszawie. Dziewczynom jakoś udało się przyjechać do Brwinowa. Schowały się w ogrodzie, w pobliżu swojego dawnego domu przy cegielni Wiencka. Gdy po pewnym czasie wypłoszyli ich stamtąd sąsiedzi, dziewczęta schowały się we wnętrzu starego pieca w cegielni, ale tu również nie zaznały spokoju i niebawem musiały uciekać. W końcu, przerażone i zaszczute przez złych ludzi, schowały się w zaroślach pod mostem, przed Biskupicami. Lecz tu znowu je ktoś wypatrzył i doniósł Niemcom. Następnego dnia już nie żyły. Ich obnażone ciała leżały tuż nad brzegiem rzeki.

    Wzruszająca jest historia prześlicznej Rózi Nowomińskiej, szkolnej koleżanki mojej mamy. Panna Róża, wtedy już 28-letnia kobieta, znalazła się jak wszyscy Żydzi, wraz z matką, ojcem i bratem w getcie warszawskim. Pewnego, letniego dnia 1942 roku panna Róża pojawiła się  niespodziewanie w Brwinowie. Podobno przyjechała coś załatwić, coś bardzo ważnego.

    Ubrana w letni płaszcz, w chustce na głowie, lecz bez opaski z gwiazdą Dawida, przemknęła  chyłkiem przez rynek i wpadła do swojego dawnego domu, a potem do państwa Rajzacherów, do swojej dawnej szkolnej koleżanki Julii. Starsza pani Rajzacher, mama Julii, zobaczywszy Rózię podobno się rozpłakała, a gdy usłyszała, że Rózia chce wracać do getta, nie chciała wypuścić jej z domu: „ Róziu, dziecko moje, zostań ! – prosiła ją -  Nigdzie nie jedź ! My cię tu ukryjemy, przechowamy ! W Brwinowie nie ma tak dużo Niemców, będziesz bezpieczna”.  Ale Rózia odmówiła: „ Bardzo dziękuję, ale nie mogę u państwa zostać! Nie chcę was narażać na śmierć. Poza tym tam, w getcie zostali moi rodzice i brat Noe. Muszę wracać. Oni na mnie czekają !  Następnego dnia skoro świt, panna Nowomińska wyjechała do Warszawy. Od tej pory, nikt już jej więcej nie widział.

    Wstrząsający dramat rozegrał się podczas powstania w getcie warszawskim w 1943 roku. Gdy na początku czerwca powstanie dogasało, Osjasz wraz z żoną i dwojgiem nowonarodzonych dzieci, ukrył się na strychu kamienicy, gdzie tego dnia trwały akurat zacięte walki. Niemcy nie mogąc zdobyć budynku, podpalili w końcu kamienicę miotaczami ognia, a potem do uciekających powstańców strzelali z bliskiej odległości. Osjasz nie miał żadnej szansy i widząc jak z sąsiednich okien ludzie skaczą na ulicę, zrobił to samo – rzucił się wraz z żoną i dziećmi z dachu płonącej kamienicy. Wszyscy trzymali się za ręce.

    Z brwinowskich Żydów uratowała się garstka, zaledwie jedenaście osób. Między innymi cudem udało się przeżyć holokaust Mojżeszowi Karwasserowi.

    Oto unikatowe, znalezione przeze mnie fragmenty jego pamiętnika:

    „ ... Po zakończeniu działań wojennych we wrześniu 1939 roku i zajęciu Polski przez armię niemiecką zostałem wraz z całą rodziną, tzn. z rodzicami i rodzeństwem, pozbawiony warsztatu pracy, a ponadto wyrzucony z mego mieszkania. Przed utworzeniem jeszcze Getta zmuszony zostałem, tak zresztą jak wszyscy Żydzi, do noszenia opaski z gwiazdą Dawida.
    W październiku 1940 roku zostałem wtłoczony do Getta w Warszawie, gdzie Niemcy używali mnie do rozmaitych ciężkich robót przymusowych zarówno w Getcie, jak i poza Gettem w tzw. placówkach. Roboty te były następujące: wyładowanie ciężkich towarów jak np. mąki i węgla, zamiatanie ulic itp. Przed wtrąceniem mnie do Getta wraz z rodzicami, jeszcze w czasie pobytu w Brwinowie, cały surowiec jaki posiadał mój ojciec w swych składach, został wywieziony do Niemiec przez jakąś bliżej mi nieznaną niemiecką firmę drzewną.

    Od sierpnia 1942 roku do stycznia 1943 roku pracowałem w różnego rodzaju warsztatach i firmach niemieckich na terenie Getta, które zatrudniały mnie jako mechanika-metalowca.
    Praca była 12-godzinna, bez żadnego wynagrodzenia. Ostatnio pracowałem w firmie Wilhelm
    Dohring, która miała 3 zakłady pracy: jeden przy ul. Grzybowskiej 26, drugi przy ul. Komitetowej 2, a trzeci przy ul. Okopowej. W Getcie przebywałem wraz z rodzicami i rodzeństwem do stycznia 1943 roku, w którym to miesiącu, w dwóch etapach wywieziono mnie i moją rodzinę do obozu koncentracyjnego w Treblince ( obozu śmierci ). W Treblince
    Niemcy zatrudnili mnie przy sortowaniu odzieży po zabitych Żydach, przy tzw. lumpach.
    Była to odzież, którą mieli zabici na sobie w chwili przybycia do obozu. Odzież tę sortowaliśmy i wiązaliśmy – była ona wysyłana wagonowo. O ile mi wiadomo – do Niemiec i na Ukrainę. Pod koniec lutego 1943 roku uciekłem z Treblinki w wagonie z taką odzieżą przez wyłamane deski w podłodze wagonu i ukryłem się początkowo pod Małkinią, a potem ukrywałem się w lasach Młochowskich i pod Nadarzynem. Przez pewien okres czasu ukrywałem się również w Milanówku i Komorowie pod Warszawą, oraz w Brwinowie.
    Taki stan rzeczy trwał do czasu wejścia armii radzieckiej w 1945 roku. Armia radziecka wyzwoliła mnie, gdy byłem w Milanówku w styczniu 1945 roku.
    Natychmiast przystąpiłem do pracy w wydziale komunikacji Elektrycznej Kolejki Dojazdowej w Warszawie. Pracowałem tam do 1949 roku, stale zapadając na zdrowiu z powodu przejść okupacyjnych. W lutym 1949 roku przestałem w ogóle pracować, gdyż stan mojego zdrowia na to zupełnie nie pozwalał. Chorowałem długi okres czasu i ponownie zacząłem pracować z początkiem 1951 roku w Banku Inwestycyjnym. Pracowałem tam do końca 1957 roku. Choroby, na które zapadałem wskutek przejść okupacyjnych, to przede wszystkim gruźlica, a w 1947 roku przeszedłem operację wycięcia nerki. Szczególnie jeden wypadek spowodował trwałe uszkodzenia zdrowia, a mianowicie w lutym 1940 roku w czasie, gdy przechodziłem przez ulicę, napadło mnie dwóch SS-manów za nie zdjęcie przed nimi czapki. Pobili mnie tak, iż straciłem prawie wszystkie zęby, doznałem uszkodzenia czaszki i zwichnięcia kręgosłupa.
    Od tego czasu stale cierpię na zwroty głowy”.


     
    Mojżesza Karwassera, wówczas 36-letniego mężczyznę, wcielono w obozie zagłady w Treblince do niewielkiej grupy Żydów, której kazano wykonywać roboty pomocnicze przy procesie ludobójstwa. Musieli sortować i pakować ubrania, obcięte włosy, palić zwłoki i opróżniać komory gazowe, usuwając ludzkie popioły z krematorium. Więźniowie ci tworzyli tzw. grupę Sonderkommando, a jego członków w stosunkowo krótkim czasie likwidowano.

    Obóz zagłady w Treblince należał do miejsc szybkiej i masowej eksterminacji, a więc gdyby nie ucieczka ...

    Mojżesz Karwasser zmarł po długich i ciężkich cierpieniach w 1962 roku. Pochowany został na Żydowskim Cmentarzu w Warszawie, jako Marian Komarczyk. To było jego drugie wcielenie – okupacyjne. Przeżyli również: 14- letni Abraham Wajsblat, jego babcia 75-letnia Chaja Wajsblat i stryjenka Chaja Sura Wajsblat; 65-letnia Felicja Oldak z mężem Henrykiem; 45-letnia Bronisława Horowitz i jej 20-letnia córka Bracha. Ta młoda i ładna dziewczyna o raczej aryjskich rysach, po udanej ucieczce z getta dostała jakimś cudem pracę jako służąca u ... oficera Wehrmachtu. Niemiec, prawdopodobnie trochę zadurzony w pięknej pannie, pomógł jej i uprzedził o zagrożeniu przed rychłą wywózką do Treblinki. Za jego poradą Bracha udała się do Arbeitsamtu i zgłosiła się dobrowolnie do wyjazdu na roboty do Rzeszy. W ten sposób ocaliła życie. Bracha Horowitz po wojnie wróciła do Brwinowa i wyszła za mąż za Natana, młodszego brata Mojżesza. Natan Karwasser na początku wojny uciekł z Brwinowa i wstąpił do partyzantki. Potem ukrywał się w różnych miejscach, aż w końcu trafił do domu państwa Iwaszkiewiczów w Stawisku. Tu ukrywano go w piwnicy do końca wojny. Po wydarzeniach antyżydowskich w marcu 1968 roku, Natan i Bracha wyjechali do Izraela.

    Przeżyła również matka Brachy, Bronisława Horowitz. Niemcy wywieźli ją najpierw do Treblinki, później do obozu pracy w Hillersleben koło Magdeburga, a potem do Hannoweru, gdzie w końcu wyzwolili ją Amerykanie.
     
    Ludzie wielkiego serca

    Było ich również niewielu. Nie wszyscy mieli odwagę nieść pomoc i ratunek brwinowskim Żydom. Bali się ! I to bardzo ! Bo wiedzieli co im za to grozi. Ale jednak znaleźli się i tacy, którzy ryzykując własne życie i życie swojej rodziny ratowali Żydów od niechybnej śmierci.
    Do nich należał przede wszystkim ksiądz Franciszek Kawiecki, proboszcz naszej parafii.
    Uratował dzięki pomocy swojej siostry starszą Żydówkę i jej wnuczkę. Rodzina Kwietniaków uratowała Szlame Feldmana, syna starego szewca z ulicy Wiejskiej. Przechowywali go przez całą okupację. Uratował się również jego brat Bronek. Pani Łaszczowa ukrywała Żydówkę przez sześć tygodni po upadku Powstania Warszawskiego, również rodzina Różańskich z ulicy Mickiewicza. Rozalia Chromik znad brwinowskich glinek, ukrywała przez długi czas małe żydowskie dziecko o imieniu Jurek, dopóki sąsiedzi w 1944 roku nie donieśli na nią do Szupo. Dziecko musiała szybko oddać innej brwinowskiej rodzinie. Do dziś nie wiadomo kim był donosiciel. Pani Lencowa, lub Lancowa z Brwinowa zajmowała się przez dłuższy czas małym synkiem Irki Frydman-Fiszelson. Ojciec dziecka wpadał czasami w odwiedziny do Brwinowa, w przebraniu kolejarza. Matka odebrała chłopca dopiero w 1946 roku. Pan Tuszyński pracownik PKP, był kierownikiem pociągu. Ukrywał przez wiele dni w ogrodowej ziemiance aż siedemnaście osób, a następnie zorganizował przerzut tych ludzi na drugi koniec Polski. Rodzina Riedlów z Batorego, przez całą jesień i zimę 1939/40 przechowywała i dokarmiała pojedyncze osoby pochodzenia żydowskiego. I wreszcie dzięki Annie i Jarosławowi Iwaszkiewiczom ze Stawiska, przeżył wojnę młody Natan Karwasser i jego brat Mojżesz. Zapewne w naszym mieście było jeszcze wiele osób, które pomagały brwinowskim Żydom, ale o ich zwykłej, ludzkiej dobroci chyba nigdy się już nie dowiemy.       

     Memento 

     Przez całe stulecia Polacy i Żydzi, pomimo odmiennej religii, kultury i tradycji uczyli się na co dzień wzajemnego poszanowania, zrozumienia i tolerancji. Wspólne radości i nieszczęścia, towarzyszące od wieków tym dwóm narodom, nadawały szczególny charakter i kształtowały świadomość mieszkających w tym kraju ludzi. W ciągu pięciu lat II wojny światowej, zniszczono to wszystko co tak starannie budowano przez całe wieki.

    Potomkowie brwinowskich Żydów żyją dziś rozproszeni po całym świecie, głównie w USA, Kanadzie i Izraelu, dokąd zabrali ze sobą pamięć o swoim miasteczku i ojczyźnie swoich przodków.

    Na przedmieściach Jerozolimy, w tak zwanej Dolinie Gmin wyryto na skalnych ścianach tysiące nazw miast i miasteczek m.in. polskich, w których do II wojny światowej mieszkali Żydzi. Wśród nich znajduje się również Brwinów.

     

    Grzegorz Przybysz

    Jest to jeden z rozdziałów książki pt.
    „Dawno temu w Brwinowie...”

    [Wróć do listy]

     
     
    Najbliższy pociąg w kierunku
    Warszawy:06:32Warszawa
    Grodziska:06:33Grodzisk
    Sprawdź w rozkładzie
     
    Wrzesień 2010
    PnWtŚrCzPtSoNd
    30
    31
    12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    27282930
    1
    2
    3
     
    Lotto 04/09/10
    2, 14, 15, 22, 39, 49
    Mini Lotto 04/09/10
    1, 17, 23, 29, 41
    Multi Multi 06/09/10 22:00
    12, 9, 11, 13, 15, 22, 24, 28, 33, 45, 49, 51, 55, 59, 62, 64, 73, 75, 79, 80
    W serwisie znaleźć można także archiwalne wyniki: Lotto,
    Mini Lotto oraz Multi Multi.
     
    Wszystkie znaki graficzne i loga użyte w tym serwisie należą do ich właścicieli. Opinie wyrażane w tym serwisie są własnością postujących i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom administracji strony www.Brwinow.com.