Strona główna
 
 
 
  • Strona główna
  • Wiadomości
  • Artykuły
  • Unia Europejska
  • Forum dyskusyjne
  • Kalendarz
  • Transport
  • Wieści z Ratusza
  • Galerie
  • Sport
  • Turystyka
  • Edukacja
  • Historia
  • Kultura
  • Organizacje
  • Teleadresy
  • Rolnictwo
  • Zabytki miasta
  • Prenumerata
  • FAQ / Częste Pytania
  • Napisz do nas
  • Katalog Stron / Linki
  • Katalog Firm
  • Ogłoszenia
  • Użytkownicy
  • Czas wolny
  • Poczta
  • Biuletyn Brwinów.com
  •  
  • GOK: Florianki 2010
  • GOK: Bo to tanga trzeba...
  • Miasto Brwinów: 60 lat ...
  • Informacja
  • Zaproszenie do Zagrody...
  •  
  • Z głębi minionego cz...
  • Z głębi minionego cz...
  • Samoloty Luftwaffe n...
  • Z głębi minionego cz...
  • Z głębi minionego cz...
  • Logowanie
     
      Nazwa użytkownika:
      
      Hasło:
      
      
    Zapomniałeś hasła?
    Nie jesteś zarejestrowany?
     
    Goście:65
    Użytkownicy: 0
     
     
     
    Dodaj do ulubionych
    Startuj z nami
     
     
    Z głębi minionego czasu - Barbaricum Drukuj Wyślij e-mail
    Opublikowany przez: Grzegorz Przybysz
    Część 1


     
    Będzie to daleka podróż w czasie i przestrzeni, podczas której przeniesiemy się w bardzo odległe lata, w zamierzchłe czasy, w epokę prehistorii i starożytności. Miejsca podróży jednak nie zmienimy, pozostaniemy cały czas w Brwinowie. Zatem przenieśmy się wstecz i puśćmy wodze wyobraźni, zadając sobie jednocześnie pytanie, kim byli, jak żyli i czym się zajmowali starożytni Brwinowianie ?

    Na podstawie wielu licznych artefaktów pochodzących ze środkowej epoki kamienia (mezolit) tj. 8000 – 4500 lat p.n.e. odkrytych po prawobrzeżnej stronie Warszawy, można również sądzić, że i w naszym regionie ( Mazowsze Zachodnie ) żyły w tym czasie niewielkie gromady łowców i zbieraczy, posługujących się narzędziami wykonanymi z twardych skał i krzemienia. Dowodem są na to pojedyncze odkrycia grobowe z Bieniewa pod Błoniem, Rybnika pod Sochaczewem, w Jeliszewie pod Nowym Dworem i w Janisławicach pod Skierniewicami, gdzie odkryto jedyny w Polsce grób szkieletowy pochodzący z tej epoki. Pochowano w nim mężczyznę lat około czterdziestu, o cechach budowy Lapończyka. Do grobu włożono sztyletowate ostrza z łopatek tura, krzywe zgrzebła-skrobacze z kłów odyńca, sztylet z kości jelenia, iglicę kościaną, amulety z zębów jelenia nanizane na żyłkę z jelita, krzemienne groty strzał, oraz krzemienne rdzenie z których łupano nożykowate wióry. Oprócz tego dodano zmarłemu jedzenie w postaci szczeżui rzecznej.

    W epoce brązu trwającej na ziemiach Polski od ok. 1700 lat p.n.e. do 650 lat p.n.e. nasze rejony zamieszkane były przez niezbyt liczne plemiona kultury trzcinieckiej, a później łużyckiej. Ich ślady życia są bardzo rzadkie. Tłumaczy się to znaczną ruchliwością tych plemion, które nie przebywały długo na jednym miejscu. Nie mniej, wiele artefaktów jednak odkryto. Między innymi właśnie z tego okresu pochodzą groby popielnicowe, bardzo często przykryte kamiennymi brukami i ziemne kurhany, odkryte pod Skierniewicami. Znane są również bardzo cenne znaleziska, zwane przez archeologów „skarbami”. Taki skarb zawierający 6 siekierek i 5 czekanów wykonanych z brązu zakopano w Czubinie pod Rokitnem. Ukryto go w ziemi około 1100 lat p.n.e. Również skarb z Pruszkowa składający się z sierpu i 2 bransolet z brązu, ukryty został w bagnie około 1000 lat p.n.e. Szkoda tylko, że badania wykopaliskowe w Brwinowie są tak sporadyczne. Może okazałoby się, że interior brwinowski, jest o wiele starszy niż się to przypuszcza. 

    Wielka Równina Błońska to nazwa regionu geograficznego, na którym ponad 2000 lat temu powstały liczne osady starożytnego hutnictwa. Brwinowska osada znajdująca się tuż pod Biskupicami, została założona w młodszym podokresie przedrzymskim tj. na przełomie II i I wieku p.n.e. lecz według znanych archeologów T. Dąbrowskiej i A. Kokowskiego, narodziny kultury przeworskiej do której zapewne należała niniejsza osada, przypadły w okresie jeszcze wcześniejszym, czyli nawet 250 lat przed naszą erą. W przypadku Brwinowa jest to bardzo możliwe, aczkolwiek jeszcze nie całkiem udowodnione.

    Kultura przeworska, to ludy Wandalów pochodzenia germańskiego. Ich liczne plemiona: Bastamów, Semnonów, Sibinów, Silingów, Wenedów, Lugiów, Kwadów, Hasdingów i Wiktofalów, zamieszkiwały dzisiejsze zachodnie i południowo-zachodnie tereny środkowej Europy, oraz tereny zachodniej i południowej Polski. Ich przodkowie przez dziesiątki i setki lat, mieszały się z innymi plemionami, między innymi z Celtami, a później z Gotami, którzy to bez ustanku penetrowali i podbijali całą środkowo-wschodnią Europę, wywierając tym samym wpływ na istniejące kultury, w tym również na kulturę przeworską.

    Zatem kim byli starożytni „Brwinowianie” ? Prawdopodobnie pod koniec ery byli to Siligowie, lub Lugiowie, potem Wiktofalowie, bowiem właśnie te niezbyt liczne plemiona, zamieszkiwały i często migrowały przez południowo-zachodnie krainy lewobrzeżnej Wisły, jak również przez tereny całego zachodniego Mazowsza, Śląska, docierając aż do Karpat, a nawet do Dunaju. I być może to ich ślady bytności, tuż za Brwinowem, Pruszkowem i pod Milanówkiem, zostały odkryte przez archeologów.

    Na terenie Mazowsza liczbę wsi-osad ocenia się na około 200, liczbę pieców i warsztatów hutniczych – na dziesiątki tysięcy. Wszystkie lokowały się na przestrzeni ponad trzystu kilometrów kwadratowych. W naszej gminie odkryto trzy duże starożytne osady, oraz kilka mniejszych ośrodków hutniczych. Pierwsza osada, znajdująca się na ornym polu tuż przed Biskupicami, została spenetrowana i wnikliwie zbadana. Odkryto tu ponad 3700 dymarek.

    Natomiast druga, znajdująca się przy drodze do Kotowic nigdy nie była przebadana i czeka na pierwsze pomiary i badania archeologiczne. Również trzecia osada znajdująca się w Otrębusach, czeka na lepsze czasy.   

    Dlaczego właśnie tu, w tym rejonie starożytni Brwinowianie założyli swoje osady ? Otóż było kilka ważnych powodów. Po pierwsze występowały tu olbrzymie, powierzchniowe złoża rudy żelaza w postaci „skał” rudy łąkowej ( limonit ), również i dzisiaj często spotykanej na podbrwinowskich polach. Po drugie, występujące w pobliżu niewyczerpane dwa źródła niezbędnych surowców do produkcji żelaza tj. drewna ( knieja mazowiecka), oraz grube warstwy gliny występującej tuż pod powierzchnią gruntu, sprzyjały tym zamierzeniom. I po trzecie, w pobliżu hut przebiegała znana w Starożytności droga handlowa tzw. „Szlak Bursztynowy”, łącząca terytoria Wielkiego Cesarstwa Rzymskiego z ludami Bałtyjskimi, zamieszkującymi dzisiejsze rejony Zatoki Gdańskiej i Królewca, co doskonale sprzyjało handlowi i wymianie towarowej.

    Kupiecki szlak handlowy wydaje się być bardzo ważnym motywem, bowiem właśnie tędy, wzdłuż Wisły, przez dziesiątki i setki lat transportowano olbrzymie ilości bursztynu zwanego złotem północy, który w Cesarstwie był nie mniej cenny niż jubilerskie wyroby ze złota i srebra. Np. za jedną, dużą grudę bursztynu z inkluzją można było kupić konia, wołu, lub przemycić doskonałą rzymską broń (miecze, tarcze, zbroja), a za garść drobnych, nieobrobionych bursztynów, kilka posrebrzanych fibul (zapinki). Zatem miejsce na założenie osady hutniczej było doskonałe i wydaje się, że wyżej wymienione argumenty są nader trafne i to one stały się głównym przyczynkiem założenia kilku starożytnych osad w naszym regionie.           

    Dwa tysiące lat temu, złoża żelaznej rudy darniowej dość gęsto zalegały podmokłe, brwinowskie lasy, łąki i pola. Występowały wszędzie tam, gdzie setki lat wcześniej wylewały rzeki, płynęły liczne strumienie i niewielkie cieki. Takim pierwotnym i nietkniętym miejscem, były właśnie rejony Zimnej Wody płynącej tuż za Brwinowem, prawdopodobnie wtedy dość szerokiej, lecz płytkiej rzeki. Równie znacznym źródłem pozyskiwania rudy darniowej były rozlewiska i mokradła tzw. tarasy zalewowe pobliskich rzek i dopływów m.in. Utraty, Mrówki i Rokitnicy.

    Hutnikom do wytopu żelaza potrzebne były oprócz rudy i gliny, jeszcze dwa komponenty: węgiel drzewny pozyskiwany w tzw. mielerzach - taką technikę stosuje się jeszcze dzisiaj w bieszczadzkich ostępach, oraz wapień, który wyprażano w kamiennych piecach wapniowych w celu uzyskania topnika. Z tym ostatnim starożytni Brwinowianie mieli poważne problemy. Otóż na Mazowszu złoża skały wapiennej nigdzie nie występują a najbliższe, bogate złoża wapienia znajdowały się około 200 kilometrów od osad, w rejonie kopalń odkrywkowych pod Chęcinami. Więc albo transportowali skały wapienne stamtąd, co wydaje się mało prawdopodobne, albo korzystali z tzw. margla wapiennego (węglan wapnia lub magnezu), występującego przeważnie w powierzchniowych warstwach gliny w postaci niewielkich, białych grudek. Istnieje również inna hipoteza. Otóż przypuszcza się, że taki najprostszym surowcem pozyskiwania wapienia, mogły być kredy łąkowe, występujące przeważnie w południowym pasie Puszczy Kampinoskiej. Czy występowały również w pobliżu Brwinowa ? Niewiadomo.

    Jaką techniką wytapiano żelazo ? Starożytni hutnicy budowali przypuszczalnie jednorazowe piece tzw. kotlinkowe z „wymurowanym” glinianym kominem o średnicy około 70 cm i wysokości około 2 metrów. Wnętrze paleniska wypełnione było około 200 kilogramowym wsadem, składającym się z węgla drzewnego, oraz z rozdrobnionej i prażonej rudy. Na pewnym etapie wytopu dodawano również palone wapno. Niestety do dziś nie wiadomo jak przebiegał sam proces wytopu. Nie znamy również proporcji poszczególnych komponentów. Możemy się tylko domyślać jak to było.

    W dolnej części pieca znajdowały się dwa niewielkie otwory, przez które wpływało do wewnątrz powietrze. Prawdopodobnie otwory te łączono ze skórzanymi miechami, lub pozostawiano otwarte, a wtedy powietrze zasysane było samoistnie. Tak przygotowana dymarka musiała pracować kilkanaście godzin, a nawet całą dobę zanim uzyskano temperaturę wytopu na poziomie 1100- 1200 stopni Celsjusza. Lecz to było o wiele za mało by otrzymać płynne żelazo (1500 C.) Zatem finalnym produktem, była tylko rozżarzona, biało-czerwona pulpa wielkości bochna chleba o wadze 20, 25, 30 kilogramów. Otrzymany w ten sposób półprodukt wymagał mozolnego oczyszczenia z resztek żużla i szlaki, poprzez wielokrotne przekuwanie go i rozgrzewanie w znajdującej się tuż obok kuźni. Na miejscu, oprócz rozłupanego komina - pieca, pozostawiano kloc żużla o wadze dochodzącej nawet do 200 kg, przeciętnie jednak 8o-100 kg. Kloc ten zawierał jeszcze znaczne ilości trudnego do odzyskania żelaza, jednak najczęściej pozostawiano go, a kolejne, nowe piece budowano tuż obok. Ilość zbudowanych pieców była imponująca. Szacuje się, że do połowy III w.n.e. w naszym regionie było ich kilkadziesiąt tysięcy, co daje kilka ton żelaza w skali 300- 400 lat, a to oznacza, że ludność kultury wandalskiej mogła wykuć olbrzymie ilości mieczy, grotów, włóczni, oszczepów, oraz różne elementy tarcz. Można domniemywać, że ośrodki hutnicze z Brwinowa, Pruszkowa, Popówka, Kotowic, Pęcic, Kań i Milanówka, mogły zaopatrzyć w broń sieczną nawet wielotysięczne zastępy wojów. Należy jednak pamiętać, że plemiona wandalskie potrzebowały ogromnej ilości tego surowca nie tylko do produkcji broni, lecz również do wyrobu różnych narzędzi m.in. lemieszy osadzanych na drewnianym radle, uprzęży, noży, siekier, toporów, młotków, szczypiec, dłut, igieł, różnych ozdób, elementów stroju, przyborów, okuć różnorodnych przedmiotów drewnianych, a wśród nich tak ukochanych przez ich kobiety szkatuł.

    W środowisku bronioznawców stale trwają nieustanne dyskusje na temat, czy wandalscy kowale byli w stanie wyprodukować własne miecze ? Ich zdaniem wyprodukowanie miecza nie było sprawą technologicznie prostą, gdyż zbyt duże ilości tlenków fosforu sprawiały, że metal stawał się kruchy i łamliwy. Natomiast technologie stosowane przez ówczesnych, rzymskich płatnerzy, były zgoła o wiele doskonalsze. Tam stosowano technikę skuwania kawałków żelaza o różnych własnościach, co pozwalało na produkcję mieczy bardziej elastycznych i przede wszystkim trwałych. W Cesarstwie znano również technikę hartowania żelaza poprzez wielokrotne zanurzanie go w wodzie i ponowne rozgrzewanie.

    Na podstawie licznych znalezisk bagiennych i grobowych można przyjąć za pewnik, że większość mieczy znalezionych na obszarze kultury wandalskiej, ma jednak rzymskie pochodzenie. Lecz nie każdy starożytny wojownik posiadał taką broń. Większość walczyła przy pomocy włóczni z żelaznym grotem i za zasłoną drewnianych tarcz. Okrągłe tarcze zaopatrzone były po środku w metalowe umbo w kształcie stożka lub półkuli, chroniące dłoń wojownika. Ta broń była rodzima, wykuta w kuźniach mazowieckich i świętokrzyskich.

    Włócznia starożytnego Brwinowianina na pewno nie była zwykłym kawałkiem kija z zatkniętym na nim żelaznym grotem. Był to doskonale obrobiony i wyprofilowany drzewiec, zakończony metalowym grotem w kształcie wydłużonego, wierzbowego liścia. Część drzewca pokryta była zazwyczaj magicznymi znakami, natomiast groty włóczni zdobiono napisami runicznymi często inkrustowanymi srebrem. Te zazwyczaj należały do kogoś bardzo ważnego np. do wodza plemienia.

    Starożytne hutnictwo wiązało się siłą rzeczy z drugim bardzo ważnym rzemiosłem jakim było kowalstwo. Przypuszczalnie kuźnie znajdowały się w pobliżu, lub tuż obok pieców hutniczych, tak by pozyskany wytop żelaza trafił od razu pod młoty kowalskie. Rozgrzaną żelazną pulpę poddawano szybkiej obróbce i przekuwano wielokrotnie, by pozbyć się wszelkich zanieczyszczeń. Taki półprodukt składowano i potem sprzedawano po dość wysokiej cenie, lub wymieniano na żywność lub broń.

    Kunszt i niezwykły poziom umiejętności starożytnych kowali, był bardzo wysoki. Niech świadczą o tym znalezione podczas wykopalisk na terenie Mazowsza, różne rodzaje narzędzi ciesielskich. M.in. są to różnego rodzaju dłuta, piły, wiertła, ciosła i siekiery, zestawy naprawcze (jubilerskie) w postaci małego młoteczka, lutownicy, pilnika i przecinaka; narzędzia chirurgiczne; narzędzia kowalskie jak szczypce, obcęgi, ciężkie młoty, kowadła, pilniki i różnej wielkości mesle; przeróżne narzędzia rolnicze m.in. żelazne lemiesze, które na wzór scytyjski przytwierdzano do drewnianego radła; części uprzęży i okucia wozów konnych. Trzeba by jeszcze wymienić narzędzia codziennego użytku, bardzo przydatne w gospodarstwie domowym takie jak noże, igły, nożyce, łychy, tasaki, siekiery, gwoździe, haki, ćwieki, różnej wielkości czerpaki i okucia drewnianych wiader. W wyposażeniu domowym znajdowano często wyroby z innych metali m.in. z brązu i cyny, oraz ze szkła, lecz produkty te pochodziły głównie z importu, lub z przemytu, przede wszystkim z terenów Cesarstwa Rzymskiego.

    Produkcja żelaza wymagała od starożytnych hutników stworzenia logistycznego systemu gospodarowania. Można domniemywać, że ludzie z brwinowskiej osady podzieleni byli na liczne, odrębne zastępy (grupy zawodowe), zarządzane i kierowane przez starszyznę plemienną, lub wodza rodu. W hierarchii ważności, na szczycie rodu oprócz wymienionych plasowali się zazwyczaj paladyni – wojownicy, odpowiedzialni za bezpieczeństwo osady i ludzi. Następnie rzemieślnicy, czyli kowale, hutnicy i cieśle; potem zbieracze zajmujący się zbieraniem i dostarczaniem rudy darniowej i gliny; pomocnicy hutników pracujący przy czyszczeniu i rozdrabnianiu żelaznego surowca; wapiennicy zajmujący się transportem i wypalaniem wapna; drwale - ścinaniem drzew, wypalaniem i dostarczaniem węgla drzewnego; smolarze - produkujący dziegieć; zduni - budujący paleniska i piece, oraz skórnicy i rymarze, wytwarzający miechy i odzienie. Biorąc jednak pod uwagę niewielką liczebność mieszkańców brwinowskiej osady jest możliwe, że kilka z tych funkcji mogło być wykonywane przez jedną i tą samą osobę. 

    Kolejnym rzemiosłem, którym zapewne zajmowali się starożytni Brwinowianie było garncarstwo. Rozwój tego rzemiosła był dość wolny i nie tak postępujący jak rozwój kowalstwa. Nie mniej, niewyczerpane nawet do dziś olbrzymie pokłady gliny zapewne mobilizowały ówczesnych garncarzy do produkcji naczyń. Znacznym przełomem w wytwarzaniu ceramiki było poznanie nowego, celtyckiego sposobu produkcji, czyli koła garncarskiego. Mniej więcej do połowy II wieku n.e. wszystkie gliniane naczynia wytwarzano ręcznie, dopiero po poznaniu i wprowadzeniu koła garncarskiego produkcja ceramiki nabrała imponującego rozmachu. Brwinowscy garncarze mieli tu duże pole do popisu. Otóż w odległości pół kilometra od osady w Biskupicach , w okolicach wsi Krosna, znajdowały się olbrzymie dość płytko leżące pokłady gliny. Jej jakość była na tyle dobra, że po odpowiednim przygotowaniu plastycznej masy, wyszlamowaniu, usunięciu margla, oraz długim wymrożeniu, glina ta doskonale nadawała się do wyrobu różnych naczyń.

    Jak to robiono ? Mianowicie na poruszanym ręką niewielkim, drewnianym kole osadzonym na pionowej osi w stojaku połączonym z siedziskiem, garncarz osiągał prędkość nawet do stu obrotów na minutę. Poprzez odpowiednie modelowanie glinianej masy - uciskając dłońmi i palcami, wyciągał ścianki naczynia w górę, kształtując je w różne formy. Duże naczynia np. dzbany, misy, wazy, lub tzw. kruże na ziarna zbóż, wykonywał je z kilku oddzielnych wałków gliny. Następnie już ukształtowane i wytoczone naczynie, odcinał od koła przy pomocy sznurka, co niekiedy pozostawiało trwałe ślady na dnie wypalonej ceramiki. Uformowane naczynia wynoszono na wolne powietrze, prawdopodobnie do suszarni z daszkiem, gdzie nie były narażone na opady atmosferyczne, po czym ornamentowano je w specyficzne, zygzakowate linie przy pomocy kościanego, lub kamiennego gładzika. Następnie zanurzano je w rozrzedzonej glince, by pokryć chropowatą powierzchnię, a po całkowitym wysuszeniu naczynia układano w garncarskim piecu. Konstrukcja pieca garncarskiego i swoisty sposób wypalania były kolejnym etapem produkcji. Wypalanie naczyń nie było sprawą prostą. Do tego potrzebny był „mistrz”, wyspecjalizowany garncarz obeznany nie tylko z techniką toczenia naczyń, ale również z ich wypalaniem.

    Zatem kim byli owi „mistrzowie” ? Zdaniem niektórych archeologów, byli to obcy specjaliści, głównie rzemieślnicy rzymscy, którzy dostali się do wandalskiej niewoli, albo przybyli z południa Europy - Dakowie, obeznani od stuleci z techniką toczenia i wypalania naczyń. Budowę pieca zaczynano od wykopania dużej jamy. Ze zgromadzonych kamieni i gliny budowano wokół dołu prawie trzymetrową konstrukcję, która składała się z trzech komór. Najniżej znajdowało się palenisko od którego wyprowadzony był niedługi kanał wlotowy gorącego powietrza, łączący komorę środkową. Komora ta oddzielona była od komory górnej glinianym pułapem opartym na konstrukcji kamiennej, była jakby podłogą z kilkoma niewielkimi otworami przez które wpływało gorące powietrze. To właśnie na niej, na najwyższej komorze, ustawiano naczynia do wypału. Średnica tej komory dochodziła do około 2 metrów i miała kształt kopuły o wysokości do 120 cm. Na samym jej szczycie znajdował się otwór przez który wydobywał się dym.

    Świeżo wybudowany piec garncarski, suszył się przez wiele dni. Potem musiał być poddany długotrwałemu wypalaniu i dopiero po takim zabiegu stawał się w miarę trwałym, ceramicznym monolitem, gotowym do wielokrotnej eksploatacji. Podczas wypalania naczyń w piecu palono twardym drewnem liściastym rozgrzewając i podnosząc stopniowo jego temperaturę. Po kilkunastu godzinach osiągano 500 st. Celsjusza. Jednak to było za mało, by wypalić naczynia, zatem część żarzących się szczap przerzucano do środkowej komory, a do głównego paleniska ponownie wrzucano dodatkowe drewno i gałęzie z liśćmi, podnosząc temperaturę pieca do około 750 stopni, co trwało dość długo, bo około pół dnia. Następnie garncarz przystępował do zamurowania i uszczelniania gliną wszystkich otworów, w tym paleniska i otworu na szczycie kopuły. Teraz następowała główna faza wypalania. Gdy po dwóch, trzech dniach piec ostygł, proces wypalania był całkowicie zakończony. Po rozkuciu szczytowej komory, naczynia wyjmowano. Niektóre z nich miały barwę stalowo-szarą, lub czarną a niektóre były popękane i nie nadawały się do użytku. Następnie piec czyszczono i przygotowywano do kolejnego wypalania.

    Co produkowali starożytni garncarze ? Przede wszystkim naczynia przeznaczone dla gospodarstwa domowego, oraz te, które wkładano do grobów, czyli popielnice. Oprócz zwykłych małych misek z uszami lub bez, dużych, grubościennych mis wotywnych, konwi i dzbanów, największym powodzeniem cieszyły się pojemniki gliniane w kształcie zbliżonym do naszej wazy na zupę, oraz nieduże dzbanki z uchem i dzióbkiem. Często też znajdywano podczas wykopalisk gliniane zabawki dziecięce w kształcie ludzi, zwierząt i ptaków.

    Jak mieszkali starożytni, brwinowscy hutnicy ? Biorąc pod uwagę ich profesję liczba domostw była dość spora, ale nigdy nie przekraczała dwadzieścia chat (dymów). Chałupy były przeważnie konstrukcjami pół ziemiankowymi zbudowanymi z grubych sosnowych, lub świerkowych bali. Większość była zagłębiona w grunt, nawet do dwóch metrów, co dawało w miarę dobrą izolację cieplną. Natomiast część przydasza i łagodny, dwuspadowy dach, wystawały ponad ziemię. W trakcie budowy ścian, używano gałęzi łoziny i gliny jako spoiwa i uszczelniacza. Natomiast dach wykonany był z długich, cienkich okrąglaków, pochylonych i ułożonych skośnie na styk. Powstałe miedzy nimi szpary, wypełniano gliną zmieszaną ze żwirkiem i wiązkami łoziny i słomy. Całość pokrywano jeszcze grubymi warstwami gałęzi świerczyny, wysokiej trawy i mchu. Po takim uszczelnieniu dach stawał się po pewnym czasie twardy i nieprzepuszczalny. Podobnie wykonywano w chałupie strop i ściany wewnętrzne. Często zdarzało się, że co wygodniejsi mieszkańcy osady, fundowali sobie podłogi z glinianej polepy zmieszanej z grubymi trocinami.

    Prawie każda chata składała się z dwóch części. W pierwszej, zazwyczaj usytuowanej wejściem od południowej strony, mieszkali ludzie. Było to pomieszczenie nie większe niż 25 m. kw. Przeciętna, wandalska rodzina składała się z pary mającej trójkę, lub czwórkę dzieci, oraz dziadków przynajmniej z jednej strony. Natomiast w drugim pomieszczeniu, tuż za ścianą, przebywały zwierzęta domowe. Miało to obopólną korzyść, było po prostu cieplej i ludziom i zwierzętom.

    W pobliżu chat budowano często ziemianki-spichlerze, warsztaty rzemieślnicze, szopy, chlewy i studnie. W przypadku wsi-osady pod Biskupicami budowa studni wydawałaby się zbyteczną, bowiem w pobliżu płynęła Zimna Woda ( dawna nazwa Zimnica), to mimo tego starożytni Brwinowianie wybudowali kilka studni, jedną nawet na środku osady.

    Prawdopodobnie dla zwykłej wygody. Ta studnia miała kształt kwadratu o bokach około 130 na 130 cm. Zbudowano ją z dartych, grubych szczap (desek) dębowych, mocowanych na zrąb i wypartych poprzeczkami. Miała głębokość około 4 metrów. Dno studni wysypane było grubą warstwą drobnych kamieni i żwirku, celem filtracji stale przybierającej wody. Niestety, do dziś nie wiadomo jak czerpano zeń wodę. Kołowrotu umieszczanego tuż nad studnią w owym czasie jeszcze nie znano, natomiast co dziwne, nie natrafiono na żadne ślady budowy żurawia. Zatem wodę przypuszczalnie nabierano drewnianym wiadrem, lub glinianym dzbanem z uszami przyczepionym do linki lub do długiego, drewnianego drążka zwanego jeszcze nie tak dawno – kulką.

    Ogień był konieczny w codziennym życiu plemion wandalskich, bowiem służył zarówno do przygotowywania posiłków, jak i do różnych czynności rzemieślniczych. Był również niezbędnym źródłem ciepła, szczególnie podczas chłodnych dni, oraz długich i ostrych zim, bardzo często występujących w tamtych czasach. Pisane źródła rzymskie podają, że w roku 173/ 174 n.e. zima była tak sroga, że po zamarzniętym Dunaju przechodziły na jego północną stronę wielotysięczne legiony. Ogień był dla starożytnych wielce przyjazny, ale również okrutnie groźny i niebezpieczny. Wandalowie wiedzieli już od bardzo dawna, że żywioł ten potrafił zniszczyć cały ich dorobek. Doświadczali tego niejednokrotnie. Dowodem tragedii są liczne warstwy spalenizny, przykrywające relikty dawnych osad. Zatem starożytni stosowali proste rozwiązanie. Odsuwali źródła ognia możliwie daleko od łatwopalnych, drewnianych chałup, spichlerzy, obór i szop, co nie znaczy, że w pomieszczeniach mieszkalnych nie było w ogóle źródła ciepła. Świadczą o tym spotykane niekiedy piece kamienne, wybudowane w rogu izby mieszkalnej. Przypuszczalnie wykorzystywane były właśnie podczas chłodnych miesięcy i w czasie mroźnych zim. Natomiast w okresie wiosenno-letnim, korzystano z kuchni letniej, niedużej, zadaszonej drewutni, gdzie na stale podtrzymywanym ogniu, gotowano i przygotowywano strawę. Na wielu polskich wsiach ta tradycja przetrwała całe wieki, aż do czasów współczesnych.

    W jakim klimacie żyli i pracowali  starożytni hutnicy ? O odpowiedź poprosiłem pana profesora Leszka Starkela, klimatologa i paleoklimatologa z PAN w Krakowie. Otóż okazuje się, że ówczesny klimat niewiele się różnił od dzisiejszego co nie znaczy, że był taki sam. Na przykład w okresie od VI-V wieku p.n.e. aż do końca I wieku n.e. występowały w Polsce fazy dość wysokiej wilgotności, dużego zachmurzenia, bardzo częstych opadów i było o wiele chłodniej niż dziś. Znacznie częstsze były również powodzie i liczne podtopienia. Skutkiem tego było całkowite zalanie Biskupina (osada zał. 550 lat p.n.e.), co zmusiło mieszkające tam plemiona kultury łużyckiej do migracji. Bezpośrednią przyczyną tak częstych opadów było stopniowe ocieplanie się klimatu, spowodowane recesją lodowców skandynawskich, oraz pośrednią, jaką było nadmierne wylesianie obszarów środkowej Europy i Polski. Nie mniej, pogoda była stabilna, aczkolwiek anomalie pogodowe pojawiały się od czasu do czasu, choćby wspomniana zima z 173 roku.  Kolejne, intensywne opady deszczu pojawiły się ponownie w V i VI wieke n.e. Natomiast ostre, mroźne zimy, połączone z obfitymi opadami śniegu, wystąpiły ponownie w XI, XII, oraz w XVI i XVII stuleciu.

    Jak żywili się i co jedli na co dzień starożytni hutnicy ? Na podstawie licznych odkryć archeologicznych na terenie Zachodniego Mazowsza wiemy dziś, że Wandalowie uprawiali zboże m.in. pszenicę, jęczmień, owies, proso i żyto. Nie wiemy tylko w jakich proporcjach, nie mniej można przypuszczać, że dominował jęczmień w granicach od 50 do 90 procent, a uzupełniała go pszenica i w niewielkim stopniu owies (pasza dla koni). W nieco późniejszym okresie te proporcje się zmieniały, zaczęło dominować żyto, owies i jęczmień ( produkcja piwa). Jednakże jakość tych wszystkich zbóż nie była taka jak obecnie. Ziarna były dość liche i mało wydajne. Również niewiele jest danych o hodowli zwierząt domowych. Podawane przez wielu badaczy proporcje poszczególnych gatunków są często mylne, ponieważ pochodzą z kilku epok. Natomiast wiadomo co hodowano. Na pewno dominującym gatunkiem było bydło, następnie świnie, owce, kozy oraz konie i psy. Dzięki wymianie handlowej z Rzymianami, w zagrodach wandalskich pojawił się również drób, a przede wszystkim gęsi, których pierze stało się jednym z najważniejszych surowców handlowych. Również kury domowe trafiły tu za pośrednictwem rzymskich kupców, oraz koty, które hodowano w Barbaricum z największym pietyzmem. O spożywanych warzywach i owocach nie wiele wiemy. Wiemy tylko, że bardzo pożytecznymi roślinami jakie wówczas powszechnie uprawiano, był bób i konopie. Zbierano także płody leśne, oraz zajmowano się łowami. 

    W przypadku osad brwinowskich hutników można sądzić, że ich dieta musiała być bardzo pożywna i wysokokaloryczna ze względu na ciężką i wyczerpującą pracę fizyczną. Zatem musieli spożywać mięso, tłuszcze, ryby i produkty mlekopochodne. Natomiast nie wiemy czy brwinowska osada hutnicza była samowystarczalna tzn. czy oprócz hutnictwa mieszkający tam ludzie, zajmowali się na większą skalę rolnictwem, w tym hodowlą zwierząt i uprawą zbóż ? Co prawda występujące na całym obszarze Równiny Błońskiej żyzne gleby czarnoziemu sprzyjały takim zamiarom, lecz nasi pobratymcy właściwie nie musieli tego robić, bowiem mieli czym płacić za żywność – wyrobami z żelaza.

    Obyczaj pochówku starożytnych plemion wandalskich, wywodził się z bardzo dawnych epok. Po śmierci, zmarłych palono na stosie pogrzebowym, po czym starannie zbierano nie tylko doczesne szczątki, ale również całe popielisko, w którym znajdowały się przepalone, osobiste rzeczy zmarłej osoby. Po kremacji prochy wsypywano wraz z rzeczami do płytkiej jamy o wymiarach 30 X 40 cm i głębokości dochodzącej do 70 cm.  Oprócz grobów jamowych występowały dość licznie groby popielnicowe. Niektóre z nich obudowane były wokoło polnymi kamieniami, tworząc płaskie kręgi, niektóre zaś usypane w stożek, tworzyły kamienne kurhany. Takie groby odkryto również na Mazowszu. Co w nich znaleziono ? Otóż, w wielu popielnicach odkryto liczne elementy ubioru, ozdób, przedmiotów codziennego użytku i uzbrojenia. W skład inwentarza grobowego często wchodziły miecze, groty, tok oszczepu, grociki strzał, noże i nożyki, brzytwy, okucia wiader, szydła, igły, szpule, zapinki, sprzączki, gliniane przęśliki, osełki kamienne, gładziki kamienne, kamienie-pociski do procy. Z naczyń znaleziono garnki, donice, zasobnice, misy, kubki i dzbany. Co charakterystyczne:  miecze i groty włóczni były rytualnie pogięte, a na niektórych odkryto patynę ogniową co pozwalało sądzić, że leżały na pogrzebowym stosie wraz ze zmarłym wojownikiem. W przypadku kobiet odkryto liczne części ubrania, w tym ozdobione srebrem, lub złotem fibule, szklane i metalowe ozdoby, kolorowe paciorki, grzebienie a nawet drewniane kasety z metalowymi okuciami zamków, często z tkwiącymi w nich kluczykami.

    Wśród spalonych szczątków ludzkich, natrafiano na kości zwierząt i ptaków. Niektórzy archeolodzy sądzą, że są to pozostałości pożywienia w jakie ekwipowano zmarłego na ostatnia drogę. Natomiast inni uważają, że kryje się za tym daleko głębsza treść - totemicznych wierzeń przeniesionych na zwierzęta.

    Na terenie starożytnej osady pod Biskupicami odkryto podobno 15 grobów jamowych i popielnicowych, lecz informacja ta nie jest potwierdzona oficjalnie w żadnych dokumentach archeologicznych. Odkrycie to zostało przez archeologów utajnione, prawdopodobnie ze względu na obawę grabieży i zbeszczeszczania unikalnych pochówków.

    Mniej więcej pod koniec IV i początku V wieku n.e. życie w Europie Środkowej stopniowo zamierało. Nastąpiło zjawisko rozrzedzania osadnictwa wielu plemion m.in. plemion kultury przeworskiej, kultury wielbarskiej, bałtyjskiej, oraz kilku pomniejszych grup. Mazowieccy Wandalowie również opuścili swe terytoria wędrując na południe Europy, a następnie do północnej Afryki, gdzie podobno powstało ich królestwo. Ale dlaczego tak się stało ? Otóż głównym powodem emigracji było zamieszanie wywołane najazdem w drugiej  połowie IV wieku n.e. Hunów - dzikich plemion mongolskich wywodzących się z dalekich stepów południowo-wschodniej Azji, aliści zdaniem niektórych badaczy epoki, nie tylko Hunowie byli przyczyną upadku w/w kultur. Trwające od setek lat, niespotykane zjawiskodemograficzne jakim była Wielka Wędrówka Ludów, również przyczyniło się do opuszczenia centralnej Polski, bowiem cechą charakterystyczną całej społeczności tamtego czasu, była nieprzeparta chęć wędrowania i poznawania świata. Przeto pod koniec V wieku n.e. ziemie Europy Środkowej opustoszały niemal zupełnie. Jedna po drugiej zamierały osady, a stare cmentarzyska stale porastały zaroślami. W końcu po upływie setek lat, przyroda całkowicie zakryła dramaty wieków poprzednich, całkiem zacierając ślady bujnie niegdyś pulsującego życia. W wielu rejonach ówczesnej Polski nastał czas ziemi niczyjej. Lecz matka natura chronicznie nie znosi pustki. Tym razem również nie zawiodła, ponieważ wkrótce pojawili się pierwsi Słowianie. Jednakże wcale to nie znaczy, że w tzw. okresie pustki cywilizacyjnej nie było tu resztek szczepów różnych kultur m.in. przeworskiej, które całkiem nie wyemigrowały i zostały jednak nad Wisłą na zawsze, mieszając się w następstwie z plemionami słowiańskimi.

    Grzegorz Przybysz
     
    Fragment I rozdziału książki pt.

    Dawno temu w Brwinowie...


      
    Literatura:
    1. Andrzej Kokowski  - „Starożytna Polska” Warszawa 2005
    2. Stefan Woyda – „Mazowieckie Centrum Metalurgiczne z młodszego okresu przedrzymskiego i okresu wpływów rzymskich”. Kielce 2002.
    3. Tomasz Purowski – „Problemy badań nad kulturą grobów kloszowych na Mazowszu”.
    4. Stefan Woyda – „Archeologia Mazowsza i Podlasia – równina błońska u schyłku doby starożytnej” Tom III Warszawa 2004.
    5. Stefan Woyda – „Mazowiecki ośrodek hutnictwa starożytnego I wiek p.n.e.-IV wiek n.e.” Kwartalnik HKM nr 4/77 Warszawa 1970.
    6. Krystyna Leciejewicz – „Rudy darniowe Mazowsza”
    7. Stefan Woyda – „Z otchłani wieków” nr 2/78 – Rozdz. „Starożytny ośrodek hutnictwa żelaza pod Warszawą”.
    8. Studia i Materiały PAN Tom III Warszawa 2005r. „Problemy przeszłości Mazowsza i Podlasia”.
    9. Stefan Woyda – „Kwartalnik historii kultury materialnej” Tom XXV – Studia i Materiały Warszawa 1977.

    Źródła:

    Archiwum Muzeum Hutnictwa Starożytnego w Pruszkowie

    Konsultacja:

    Prof. Leszek Starkel – klimatolog i paleoklimatolog w Zakładzie Hydrologii i  Geomorfologii Górskiej i Wyżyn w Instytucie Geografii PAN w Krakowie.

    Ilustracja:

    Artysta plastyk Tadeusz Stachowicz – „Mazowiecka osada hutnictwa starożytnego”.

    [Wróć do listy]

     
     
    Najbliższy pociąg w kierunku
    Warszawy:06:32Warszawa
    Grodziska:06:33Grodzisk
    Sprawdź w rozkładzie
     
    Wrzesień 2010
    PnWtŚrCzPtSoNd
    30
    31
    12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    27282930
    1
    2
    3
     
    Lotto 04/09/10
    2, 14, 15, 22, 39, 49
    Mini Lotto 04/09/10
    1, 17, 23, 29, 41
    Multi Multi 06/09/10 22:00
    12, 9, 11, 13, 15, 22, 24, 28, 33, 45, 49, 51, 55, 59, 62, 64, 73, 75, 79, 80
    W serwisie znaleźć można także archiwalne wyniki: Lotto,
    Mini Lotto oraz Multi Multi.
     
    Wszystkie znaki graficzne i loga użyte w tym serwisie należą do ich właścicieli. Opinie wyrażane w tym serwisie są własnością postujących i niekoniecznie muszą odpowiadać opiniom administracji strony www.Brwinow.com.